Codzienność w seminarium

Seminarium, czyli nie tylko filozofia i teologia…

Choć stereotypowe myślenie o przygotowaniu do kapłaństwa projektuje w głowie obraz nieustannie modlącego się mężczyzny w ponurym budynku o marmurowych ścianach to rzeczywistość jest zgoła inna. Trzeba powiedzieć, że kleryk nie spędza całych sześciu lat jedynie w kaplicy, bo jak każdy człowiek też potrzebuje jeść, pić, spać oraz tworzyć relacje z ludźmi, wokół których się obraca. W tym artykule chciałbym podzielić się tym, co składa się na życie kleryka poza nauką i modlitwą i podkreślić, że umiejętność owocnego wykorzystywania czasu wolnego to równie istotny element formacji jak każdy inny.

Pierwszy moment w ciągu dnia nauki, który każdy organizuje sobie we własnym zakresie, to półgodzinna przerwa śniadaniowa po trzecim wykładzie. Można pomyśleć, że dwa kwadranse to nie za wiele, ale mając świadomość jak wiele zadań mamy do wykonania w późniejszych częściach dnia to staramy się nawet tę chwilę przerwy od nauki jak najlepiej spożytkować. Zazwyczaj spotykamy się w seminaryjnej kawiarence lub w którymś spośród naszych pokojów, by porozmawiać przy kawie czy herbacie. Bynajmniej nie wygląda to jak we włoskiej kawiarni, gdzie delektujemy się każdym łykiem napoju. My delektujemy się swoim towarzystwem, które jest skutecznym odpoczynkiem przed kolejnymi godzinami nauki i dodaje sił jeszcze skuteczniej niż kofeina. Kiedy pomyślę o tych przerwach, to od razu w mojej głowie maluje się widok roześmianych chłopaków wymieniającymi się zabawnymi historiami z życia codziennego naszej wspólnoty i licznymi żartami. Wierzcie mi, że ani jednych, ani drugich w płockim seminarium nie brakuje. Chociaż nasze uśmiechy czasem odnoszą się do wspomnień charakterystycznego zachowania wykładowców, to nie umniejsza to naszego szacunku do nich i wdzięczności za to, że dzielą się z nami swoją wiedzą.  Uśmiech towarzyszy nam niezależnie od tego czy komuś dłuży się czas wykładów, czy też ma zaległości w pisaniu pracy magisterskiej.

Kulminacją i momentem szczytowym naszej twórczości zbierającym wszystkie komiczne sytuacje w jedno są Andrzejki. Jest to wieczór, gdy kurs czwarty wystawia humorystyczną sztukę. Są one bardzo starannie przygotowane, opatrzone dopracowaną choreografią, niezwykłą grą aktorką, a okazjonalnie bywa nawet, że powstają piosenki ku pamięci szczególnych wydarzeń. Po jednym z takich przedstawień, wspartych kleryckimi kompozycjami, powstał zespół seminaryjny „Fratres”, którego działalność przeniosła się najpierw do kaplicy, by oprawiać Msze Święte, a następnie rozpowszechniła się po całej diecezji za sprawą niedzieli powołań kapłańskich, podczas których nasz zespół regularnie zapewnia oprawę muzyczną Eucharystii.

Wrócę jednak do rozpoczętego wątku omawiania naszego dnia. Po poranku poświęconym na naukę następuje wyczekiwany obiad i czas wolny. Tę godzinę lub dwie również spędzamy wspólnie. Niektórzy idą do sklepu po nowy zapas jedzenia, inni na spacer, najczęściej po Wzgórzu Tumskim, a ja lubię ten czas spędzać między innymi na grze w „planszówki”. Jak wiadomo samemu grać się nie da, więc muszę znaleźć kogoś, kto zagra ze mną, ale na szczęście zazwyczaj chętnych nie brakuje. W ciągu ostatniego roku poznałem wiele ciekawych gier, a przy okazji zintegrowałem się z chłopakami z innych kursów.

Nie wypada jednak dzień w dzień siedzieć i grać w gry, ćwicząc w ten sposób jedynie umysł. Staramy się też od czasu do czasu trochę poruszać. Plan uniwersytecki przewiduje tylko jedną godzinę wychowania fizycznego w tygodniu. Dla mnie jest to zdecydowanie za mało, więc staram się we własnym zakresie organizować sobie zajęcia sportowe. Mam do dyspozycji stół do ping-ponga czy siłownię i nawet to, że nie bardzo wiem, jak się zabrać do ćwiczeń, w niczym mi nie przeszkadza, bo moi bardziej doświadczeni koledzy z chęcią służą radą i pomocą. Natomiast kiedy zbierze się większa grupa, idziemy na boisko grać w piłkę lub w siatkówkę.

Poza tymi codziennymi aktywnościami nasz terminarz przewiduje coroczny, tygodniowy wyjazd seminaryjny, podczas którego wspólnie zwiedzamy i spędzamy czas w poza seminaryjnej rzeczywistości odpoczynku i rekreacji. W ubiegłym roku pojechaliśmy na Śląsk, poznałem tereny Polski, w których jak dotąd nie byłem i miałem możliwość dowiedzieć się czegoś nowego o historii tego regionu.

Muszę przyznać, że często zdarza mi się narzekać na brak wolnego czasu w seminarium, ale coraz częściej dostrzegam, że jak tylko mam chęci coś zrobić, to prędzej czy później każdy mój pomysł da się zrealizować, więc jeśli chcę kogoś winić, to muszę wskazać na siebie. Zamierzam jednak nad tym pracować i zachęcam wszystkich czytelników to planowania swojego wolnego czasu, bo bardzo szybko ucieka, a wiele marzeń w naszych głowach czeka w kolejce do realizacji.

Piotr Majtyka

previous arrow
next arrow
Slider